27 maja 2022

NSZZ Solidarność Enea Szczecin

Zmarła matka bł. ks Jerzego.

Śp Marianna Popiełuszko

Matko Błogosławionego Księdza Jerzego spoczywaj w pokoju.
– Z wielkim żalem informujemy, że w Szpitalu Miejskim w Białymstoku zmarła mama ks. Jerzego Popiełuszki – poinformował w komunikacie rzecznik przewodniczącego KK NSZZ „Solidarność” Marek Lewandowski. Dodał, że w związku z tym na budynku KK NSZZ „Solidarność” w Gdańsku flaga związku została obniżona do połowy.

W wieku 93 lat w Szpitalu Miejskim w Białymstoku zmarła dziś Marianna Popiełuszko, matka błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki.

 

 

Marianna Popiełuszko od 10 listopada przebywała w Szpitalu Miejskim w Białymstoku – powiedział Teodoruk. Szpital nie udziela informacji na temat przyczyny jej śmierci. Dyrektor powiedział, że chora była wiekową osobą. – Po ludzku powiem, że organizm się wyczerpuje z wiekiem. Jeszcze nie mamy konkretnych bezpośrednich rozpoznań – powiedział Teodoruk i dodał, że o szczegółach będzie informowana rodzina.

 

Los Marianny Popiełuszko nie różnił się od losu milionów polskich kobiet – całe życie ciężko pracowała na roli, wyszła za mąż, urodziła dzieci, modliła się na różańcu, rytm jej życia określały pory roku i wykonywane w polu prace – pisała Milena Kindziuk w wydanej w ub. roku książce „Matka świętego. Poruszające świadectwo Marianny Popiełuszko.
Urodziła się na wsi na Białostocczyźnie, wyszła za mąż  w wieku 22 lat, w czasie wojny, urodziła pięcioro dzieci, z których dwoje umarło – córeczka, która nie miała dwóch lat i syn Jerzy. I właśnie z powodu syna – księdza, duszpasterza, który stał się symbolem oporu w ponurych czasach PRL, po ogłoszeniu stanu wojennego, męczennika systemu totalitarnego, stała się osobą znaną, ikoną porażonej cierpieniem matki, która jednak przebacza oprawcom.

 

W swojej książce Milena Kindziuk odtwarzała kolejne etapy zwyczajnego życia Marianny, atmosferę rodzinnego Grodziska, w której „wiarę wbija się mocno w serce”, a do kościoła, choć oddalonego o kilka kilometrów, nie chodzi tylko chory. Właśnie przez pryzmat wiary, odczytywała Marianna Popiełuszko swoje życie. Modliła się o to, żeby być matką kapłana, a gdy syn poszedł do seminarium i otrzymał święcenia, wspierała go z daleka modlitwą i sporadycznymi wizytami (gdyż dziecka nie rodzi się dla siebie, jak tłumaczy swej rozmówczyni).

 

Dopiero po latach zrozumiała też, jak bardzo syn ją chronił, gdy nie przyznawał się, że był w wojsku poniżany, nieraz torturowany za to, że nie zdjął z palca różańca czy za modlitwy, których nie wyrzekł się nawet w obliczu gróźb i szykan. „Okazałem się bardzo twardy, nie można mnie złamać groźbą ani torturami. Może to i dobrze, że akurat ja, bo może ktoś inny by się załamał, a jeszcze innych wkopał” – pisał o tym okresie jej syn.

 

Nie znała szczegółów, przeczuwała jedynie narastające niebezpieczeństwo i grozę. Aprobowała działalność syna, choć przeczuwała, że za swoją postawę może zapłacić najwyższą cenę. Ale dla niej było oczywiste i wyznaje to w prosty sposób – bo „oddanie życia za wiarę jest wpisane w powołanie kapłańskie”. Tak się stało z jej synem i opis wydarzeń – gdy 20 października dowiedziała się z dziennika telewizyjnego o jego porwaniu, a dziesięć dni później o jego śmierci – są najbardziej przejmującymi stronicami tej opowieści.

 

Jak wyznawała pani Marianna, przez ten tragiczny czas przeszła szczęśliwie tylko dzięki identyfikacji z Maryją, Która też straciła Syna, bo „serce moje by tego nie wytrzymało”. Nie wytrzymało by identyfikacji skatowanego ciała ks. Jerzego w prosektorium, tego, że jest „bólem do samego nieba”. Tak jak syn, Marianna okazała się jednak bardzo twarda. Zaś głębia jej wiary, ujęta w kilku zdaniach, robi na odbiorcy wstrząsające wrażenie.

 

Paradoksalnie, właśnie w tej otchłani, Marianna Popiełuszko odnajdywała niebo, choć „każda kosteczka mnie wtedy bolała od cierpienia”. Z pogodą i spokojem przyjmuje swój los, jest szczęśliwa, widząc, jak bardzo jej syn pomagał ludziom nie tylko za życia, ale też po śmierci, gdy spotyka się na grobie ks. Jerzego z Janem Pawłem II oraz prezydentami, premierami, arystokratami. A także w dniu beatyfikacji Syna na Placu Piłsudskiego w Warszawie.

 

We wszystkich sytuacjach jest sobą, pełną pogody i humoru, zwykłą Marianną Popiełuszko z białostockiej wioski, przemieniona przez mocną wiarę w kobietę, która idzie do nieba ze swoim krzyżem, bo, jak wyjaśnia autorce – inaczej nie sposób się tam dostać.

 

Przed beatyfikacją ks. Popiełuszki w 2010 roku powiedziała dziennikarzom, że aby wychować świętego, należy „kochać Boga i ludzi, kochać sercem i czynami”. Podkreślała też, że zawsze trzeba się cieszyć.

więcej w zakładce Duszpasterstwo