23 maja 2022

NSZZ Solidarność Enea Szczecin

A po „tamtej” stronie cisza…

17. grudzień.
Dla wielu to już nieistotny „epizod”, to nawet, cyt.: „stało się nudne i jest profanacją tamtych wydarzeń, zostawcie ich w spokoju…” Tak mogłem usłyszeć dzień wcześniej w pracy…
A jednak ciągle nie zostawiamy w spokoju sumień własnych i innych… To przecież o to chodzi! Ta symboliczna już grudniowa godzina przed Bramą Stoczni, nie ma nic z nudy bądź profanacji: ma coś, co nadal pozwala sądzić, że jesteśmy ciągle ludźmi. Jeszcze…

Szesnaście oficjalnych ofiar, ponad stu rannych i jeszcze więcej zniszczeń w sercach ludzi – ich dramatów, szykan, prześladowań, biedy… Kto odda im wszystkim sprawiedliwość, kto zadośćuczyni za ból, nieszczęście, poniżenie, a nawet osamotnienie? Ofiary Grudnia grzebano w workach foliowych, nocą – jak padlinę zadżumioną czymś, co zagrażało władzy, ustrojowi! Innych zwalniano z pracy, śledzono, zamykano w więzieniach, degradowano ze stanowisk na długie lata. Kto tym ludziom odda honor czy wróci życie? Kto ich najbliższym da spokój i poczucie sprawiedliwości…? Nie my!
I z takim przeświadczeniem staliśmy w kolumnie składających wieńce i kwiaty przed Krzyżem i Pomnikiem Poległych, by choć w ten sposób oddać hołd tym, którzy czterdzieści trzy lata temu, na tej szczecińskiej ziemi, zginęli – tym kilkunastu odważnym, gotowym oddać swoje życie dla tak ważnych celów! Życie uznać za marność! Po to tam byliśmy! Nikt z nich nie chciał ginąć, ale ręka i karabin oprawców chciał zabić, wymazać – pogrzebać wszystko, co było choćby cieniem ludzkiej wolności…

Dźwięk syreny stoczniowej, modlitwa Anioł Pański przed bramą Stoczni… 43. rocznica wydarzeń grudniowych w 1970 r. Przed bramą zebrali się związkowcy, mieszkańcy Szczecina i przedstawiciele zakładów pracy z regionu. Kompania honorowa Wojska Polskiego i Policji. I kilkanaście osób z „Enei – Operatora” z naszym pocztem sztandarowym pośród wielu zgromadzonych na placu. Z przemówień Prezydenta Szczecina Piotra Krzystka, ks. Arcybiskupa Andrzeja Dzięgi, Mieczysława Jurka szefa „Solidarności” zapamiętałem słowa o „odważnych krokach do wolności”, o „sercu wolnym z natury, młodym, a żyjącym wielką dojrzałością Polski”, o „arogancji elit władzy, bezrobociu, szwindlach ze sprzedażą polskiej ziemi…”
I padło z mównicy pytanie: „jak długo będziecie nas tak traktować…?”
Historia czterdziestu – kilku lat społecznego sprzeciwu wobec siły i arogancji skierowanej w Polaków! I wciąż te same pytania, te same rachunki krzywd, ten sam krzyk dla zbudzenia i opamiętania!
A po tamtej stronie nadal cisza…! I cisną się słowa, jak kamienie rzucone na barykadę: gdzie jesteś władzo, ta władzo do męstwa wybrana, gdzie jesteś władzo, tak dziś niekochana…?!
Nie było słońca w te wtorkowe południe, nie było… I tylko nieruchome od lat dźwigi i suwnice stały mężnie w miejscu, gdzie kiedyś tętniło życie: waliły młoty, leciały iskry spawanej blachy, słychać było „gwar” budujący statki i życie ludzi…

Zbigiew Pstrągowski.