Blog Kataryny

niedziela, 22 czerwca 2014

Dyplomatołek

Radosław Sikorski: Nie miałem świadomości, że moja rozmowa z prezydentem w sprawie negocjacji tarczy antyrakietowej była objęta tajemnicą państwową, dlatego relacjonowałem ją moim kolegom politykom.

Tak sześć lat temu tłumaczył się opinii publicznej i prokuratorowi minister Sikorski, gdy jedna z gazet opublikowała dość szczegółową relację z jego rozmowy z prezydentem. Prezydent podejrzewał – pewnie słusznie, sądząc po owocach – że rząd Tuska dogadał się z Demokratami na takie przeciąganie negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej, aby to administracja Obamy, a nie odchodzącego Busha, podpisała porozumienie o budowie tarczy.

Nie przypominam sobie, żeby którekolwiek z mediów publikujących fragmenty tamtej tajnej rozmowy Kaczyński – Sikorski miały moralne dylematy czy ją publikować. Przeciwnie, relacjonowana kolegom przez Sikorskiego rozmowa stała się kolejnym powodem do kpin i bezpardonowego obrażania  podejrzliwego i niepoważnego prezydenta. Janusz Palikot (wtedy jeszcze jeden z liderów  PO) komentował „Uważam prezydenta za chama. Jego wypowiedzi dotyczące sposobu protokołowania spotkania z ministrem spraw zagranicznych są chamskie i one go kompletnie dyskredytują jako prezydenta tego kraju”.

Gdzie była polska racja stanu, gdy Sikorski chlapał na lewo i prawo o czym rozmawiał z prezydentem? Treść tamtej rozmowy była dużo bardziej wrażliwa niż ujawnione dzisiaj knajpiane wywody, ale nie przypominam sobie żadnych dyskusji w mediach, o tym czy takie rozmowy powinno się publikować, nikt się też nie oburzał na Sikorskiego, że w takich sprawach był tak niedyskretny. Dzisiaj Blumsztajn deklaruje otwarcie, że on by rozmowy Sikorski-Rostowski nie opublikował i w to akurat wierzę. A gdyby ktoś im przyniósł podobną rozmowę Fotygi? Trudno mi sobie wyobrazić jakieś moralne rozterki, w końcu „taśmy prawdy” PiSowskiego kandydata na prezydenta Elbląga media grzały do oporu, nie zastanawiając się ani kto je nagrał, ani po co, ani czy wypada. Jak to było? „Nam nie jest wszystko jedno”?

A skoro o Wilku mowa, od tamtego czasu zmieniły się nie tylko standardy w zakresie publikowania nielegalnych podsłuchów, ale też stosunek do wulgarnego języka elit. Przypomnijcie sobie jak komentował to aspirujący do roli dziennikarskiego sumienia Jacek Żakowski.

Jacek Żakowski: Muszę powiedzieć, że fikołki, które wykonują politycy PiS, żeby tego nie zauważyć, nie ocenić, są dla mnie zadziwiające. Zadziwiające jest też to, jaki poziom kulturowy i intelektualny zaprezentował pan Wilk. To jest wstrząsające. Jak łatwo ta kiepska jakość elity ujawniająca się przed opinią publiczną jest akceptowana przez tych członków elity, którzy mieli to szczęście, że ich rozmowy nie trafiły jeszcze do internetu i gazet. To jest dla mnie zadziwiające. Nawet nie chodzi o treść, ale jakość kulturową tej komunikacji, bo ona oddaje też jakość motywacji takiego człowieka w polityce. Myślę, że pozwala spodziewać się różnych poważniejszych nadużyć, gdyby ten polityk sprawował jakąkolwiek funkcję.

Myślicie, że dzisiaj by to powtórzył?

 

Nie masz uprawnien do przeglądania i dodawania komentarzy