Budapeszt przed terminem spłaci pożyczkę od Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Czy to oznacza, że Węgry tak skutecznie poradziły sobie z kryzysem?

Janusz Szewczak: „Węgry skutecznie walczą z kryzysem. Ataki na Orbana spowodowane są interesami lobby finansowego” NASZ WYWIAD
Przedstawiciele Audi, Volkswagena oraz premier Węgier Viktor Orban dokonali uroczystego otwarcia nowego zakładu w Gyor. Fot. materiały prasowe

wPolityce.pl:

CZYTAJ WIĘCEJ: Węgrzy walczą o niezależność, także tę finansową. Rząd Orbana spłacił przed czasem zobowiązania wobec MFW

Janusz Szewczak: To jest papierek lakmusowy, jeśli chodzi o walkę z kryzysem w Europie. Węgry przeprowadziły ją skutecznie. Tymczasem to, co zaproponowała Merkel, EBC i Trojka to lekarstwo gorsze od choroby. Gdy się popatrzy na wzrost długu publicznego w Grecji, rosnące bezrobocie – można powiedzieć – że pacjent jest umierający. Budapeszt zaprezentował odrębną metodę przezwyciężania kryzysu.

Na czym ona polega?

Można ją streścić w haśle: umiesz liczyć – licz na siebie. Czyli podjęto próbę działań ratunkowych w oparciu o własne możliwości. A polegały one między innymi na tym, że opodatkowano tych, którzy do tej pory praktycznie nie płacili podatków – a więc duże koncerny zagraniczne, zagraniczne banki komercyjne, wielkie sieci handlowe, firmy telekomunikacyjne i energetyczne, które na Węgrzech, podobnie jak w Polsce, są w zdecydowanej większości własnością kapitału zagranicznego. One do tej pory skutecznie unikały płacenia podatków i innych obciążeń na rzecz państwa, w którym gościły. Podjęto więc działania racjonalne, żeby ci którzy zarabiają najwięcej płacili wreszcie podatki. Oczywiście to się spotyka z lobbingiem i odwetowymi działaniami politycznymi ze strony wielkich koncernów zachodnioeuropejskich.

Z drugiej strony jednak wielkie koncerny otwierają swoje zakłady na Węgrzech. Ostatnio Audi zdecydowało się na otwarcie pierwszej filii poza granicami Niemiec właśnie nad Balatonem.

No właśnie. Bo to nie jest tak, że jak gospodarz zażąda porządku i chce wprowadzić pewne zasady,to kapitał zagraniczny się obrazi i ucieknie. Jak się okazuje wcale się nie obraża i działalność nadal mu się opłaca. Wielkie koncerny motoryzacyjne jak choćby Mercedes, czy wielkie firmy – badawczo-naukowe jak choćby CERN – otwierają swoje siedziby nad Balatonem. A przypomnijmy, że Jacek Rostowski jeszcze niedawno krzyczał, że nie będzie Budapesztu w Warszawie.

Może szkoda…

No właśnie, szkoda. Bo przecież to właśnie z Budapesztu Komisja Europejska zdjęła procedurę nadmiernego deficytu. A nie z Polski. Nam kazała przezimować w tej samej klasie jeszcze przez dwa lata, żeby się poprawić. To pokazuje, że to właśnie metody węgierskie są skuteczne. Teraz Węgry noszą się z zamiarem wprowadzenia 35 proc. podatku VAT, ale tylko na towary luksusowe, czyli drogie limuzyny, jachty, biżuterię, zegarki…

Czyli te podwyżki dotkną stosunkowo wąskiej grupy obywateli?

Czyli będzie tam inaczej niż u nas, gdzie można sobie sprowadzić Bentleya i zarejestrować go jako wóz obsługi technicznej, czy przenośny bankowóz. A przypomnijmy, że Węgry nie mają bogactw naturalnych, ich dochód naturalny, to przede wszystkim eksport towarów rolno – przemysłowych.

Premier Orban chce teraz zlikwidować kredyty zaciągane w obcych walutach, a tym, którzy już je mają, pomóc w ich spłacie. Ta zapowiedź też wywołała falę krytyki ze strony Brukseli… Jak pan ocenia ten pomysł? Bo to jednak niestandardowa sytuacja, żeby państwo dopłacało do prywatnych zobowiązań obywateli…

Ale to państwo ma świadomość, że dopuszczono do skandalicznej i szkodliwej rzeczy, że obywatele pożyczali pieniądze w walucie, w której nigdy nie zarabiali i nie będą zarabiać.

Tak jak w Polsce…

Tak, tylko, że u nas nic się z tym nie robi. No a jak się okaże, że frank szwajcarski jest po 4.40 i wtedy już będzie za późno. Wtedy już będziemy otwierać Stadion Narodowy na namioty dla tych, którzy nie udźwigną ciężaru tych kredytów. Ponieważ podjęli tę błędną decyzję o podjęciu ryzyka kursowego. Orban sobie zdaje sprawę ze skali tego zjawiska. Bo przecież trudno patrzeć na to, jak 30 proc. obywateli bankrutuje i ląduje na ulicy.

Czyli państwu bardziej opłaca się wesprzeć dużą grupę obywateli, żeby utrzymać ich na średnim poziomie ekonomicznym, niż potem zmagać się z gigantyczną falą nędzy…

Powiedziałbym wręcz, że to jest decyzja, której się nie da uniknąć. Węgrzy uprzedzają dramat, który nastąpi wcześniej, czy później. Czyli działają z wyprzedzeniem. Po drugie mają rację, bo działania tych banków, udzielających tanich kredytów, podobnie jak w Polsce, były bardzo podstępne. Państwo pozwoliło na niższe marże, niższe stopy procentowe w kredytach walutowych, mając świadomość, że kurs zawsze może się zmienić. Dzisiaj mamy przecież problem siedmiuset tysięcy Polaków, którzy mają kredyt we franku i pomimo, że spłacają go od pięciu lat, to mają do spłacenia więcej niż wzięli. A wartość ich mieszkań, jest niższa niż w momencie gdy je kupowali.

Węgrzy stawiają też na odzyskanie banków. Bo oni też, głupio, tanio, bezmyślnie wyprzedali sektor bankowy. Podobnie jak Polska. Ale teraz uważają, że muszą mieć jakiś własny bank, bo inaczej można manipulować kursami akcji. Co zresztą miało miejsce i na czym przyłapano firmę Sorosa, która dokonała manipulacji na banku OTP na Węgrzech.

Skąd się więc bierze ten wściekły atak na Węgry, skoro liczby i efekty ekonomiczne przemawiają na ich korzyść?

Ten atak jest spowodowany tym, że wielkie koncerny są nieprzyzwyczajone do płacenia podatków w krajach, które traktują jako postkolonialne. A więc wielkie lobby finansowe bije się o swoje interesy i napuszcza na Węgry wszystkich, włącznie z komisarzami Unii. Po drugie ze strony Węgier to jest obrona interesów narodowych państwa. A to jest sprzeczne z tendencją do likwidacji państw narodowych w Europie i postulowaną integracją pod ścisłą hegemonią Niemiec. To jest taki aspekt ideologiczny. I to się nie podoba kręgom liberalnym i lewackim.

Tymczasem, te działania Węgier okazują się opłacalne.

Tak, Węgry spłacą przed czasem pożyczkę, którą wzięły w 2009 roku i zlikwidują działalność MFW na swoim terenie. Bo doskonale sobie uświadamiają skalę kłopotów, które ściąga MFW na Węgry. To jest niesłychanie mądra postawa, bo uniezależnia kraj od wpływu kapitału spekulacyjnego. Czyli robią coś zupełnie odwrotnego niż my w Polsce, gdzie się zwiększa deficyt, zwiększa zadłużenie, zaciąga nowy miliardowy kredyt w Banku Światowym.

Czyli przysłowie „Polak, Węgier – dwa bratanki” straciło na aktualności…

Należałoby dziś mówić raczej Polak – Grek dwa bratanki. Bo reformy węgierskie są niesłychanie mądre i przemyślane. Uważam, że polska opozycja powinna zorganizować wyjazd studyjny na Węgry, żeby się przygotować do rządzenia w ciężkich czasach, żeby zobaczyć, jak to się robi. Tam są gotowe projekty ustaw, rozwiązań, rozporządzeń. To trzeba ściągnąć od Węgrów, bo inaczej nikt sobie nie poradzi z tą stajnią Augiasza.

rozmawiała Anna Sarzyńska

Nie masz uprawnien do przeglądania i dodawania komentarzy