Jak sędziowie czują się po wyrokach swych kolegów?

Na przykład w Kołobrzegu i w Krakowie…
fot. wPolityce.pl

Warto skonfrontować dwie sprawy sądowe i dwa wyroki. Tak dla rzucenia okiem na polski wymiar sprawiedliwości.
Niepełnosprawny intelektualnie młody człowiek ukarany został trzyletnim wyrokiem do odsiadki, bez zawieszenia. Gromadził rozmaite przedmioty należące do innych, w ciągu paru lat nazbierała się wartość około 10 tysięcy złotych. W krakowskim sądzie zaś umorzono sprawę o 15 tys. złotych. Wręczoną w charakterze łapówki. Pani dyrektor jednego z wydziałów Urzędu Marszałkowskiego może nadal spać spokojnie. Sąd uznał, że kwota jest zbyt drobna, a jej czyn – incydentalny.
Dwa przypadki naruszenia prawa, dwa sądy, dwa wyroki, dwa powody do zastanowienia się, kto naprawdę w Polsce powołany został do pilnowania sprawiedliwości. A przedtem jeszcze sędzia Milewski, sędzia Rysiński, sędzia Tuleya… Sporo takich nazwisk.
Mam pytanie – jak inni sędziowie czują się pośród takich nazwisk? Czy naprawdę, słysząc rozmaite wyroki, czują się świetnie? Niezawiśle i w poczuciu zespołowego zadowolenia?

Nie masz uprawnien do przeglądania i dodawania komentarzy