Kancelaria Prezydenta za nic ma wyrok sądu!

 

fot.freeimages.com
fot.freeimages.com

 

Centrum Obsługi Kancelarii Prezydenta RP nie przyjęło do pracy na to samo stanowisko zwolnionego stolarza, mimo prawomocnego wyroku sądu. Pracownik cały czas walczy o swoje prawa.

Historię Piotra Sekuły, który w Kancelarii Prezydenta RP przepracował 25 lat opisuje gazeta.praca.pl.

Cały czas byłem zatrudniony jako starszy rzemieślnik (stolarz-konserwator). Tapicerowałem i naprawiałem meble, reperowałem zamki, robiłem poprawki malarskie, kładłem wykładziny. Czasami, gdy były jakieś pilne prace stolarskie, sam kupowałem materiały, bo najlepiej wiedziałem, co jest potrzebne. Naprawdę byłem sumiennym pracownikiem

—opowiada stolarz.

29 marca 2012 r. pan Piotr został zwolniony z pracy

z powodu utraty zaufania pracodawcy do pracownika.

Zwolnienie uzasadniono:

Niesumiennym wykonywaniem obowiązków pracowniczych i narażeniem pracodawcy na szkodę w związku z nierzetelnym rozliczaniem się z faktur i materiałów.

Jednak gdyby doszło do takich nadużyć mężczyzna mógłby być zwolniony dyscyplinarnie.

Problemy pana Piotra zaczęły się z chwilą objęcia Pałacu Prezydenckiego przez Bronisława Komorowskiego. Wymieniono urzędników kancelarii. Współpraca z nowym kierownikiem układała się fatalnie, jednak mimo problemów personalnych mężczyzna był chwalony i nagradzany za pracę.

W marcu 2012 r. stolarz dostał dwa zlecenia na położenie nowej wykładziny najpierw w ośmiu, a potem w czterech pokojach. Trzeba było wykonać dużo pracy w krótkim terminie. Mężczyzna zamówił wszystkie rzeczy potrzebne do pracy. Nie mógł ich jednak odebrać w wyznaczonym terminie, bo tego dnia w Kancelarii odbyła się uroczystość, w której uczestniczył. Odebrał złoty medal Za Długoletnią Służbę, odznaczenie za 30 lat nienagannej pracy.

Wtedy zaczęły się problemy.

Zadzwoniłem do sklepu, żeby przesunąć odbiór zakupów. Zrobiło się trochę zamieszania i pracownica sklepu uprzedziła mnie, że „jak ktoś się trafi i będzie chciał coś z tych materiałów kupić, to sprzeda”. A dla mnie zaraz sprowadzi to, czego będzie brakowało

— opowiadał Sekuła w rozmowie z portalem gazeta.praca.pl

Następnego dnia stolarz odebrał część materiałów i wziął faktury za całość, był to sklep z którym współpracowano od lat. Kierownik jednak takie załatwienie sprawy uznał za manko i kazał odkręcić sprawę z rachunkiem ze sklepu.

Po dwóch tygodniach, kiedy robota była już gotowa, obaj dostaliśmy wypowiedzenia

—mówi Sekuła.

Mężczyzna postanowił walczyć o swoje rację w sądzie. Sprawę wygrał i sąd pracy nakazał przywrócenie go do pracy na dotychczasowych warunkach. Wyrok zapadł pod koniec maja 2014 roku. Gdy pan Piotr zgłosił się do pracy i poszedł zrobić badania lekarskie okazało się, że ma zostać zatrudniony na innym stanowisku i inny jest też opis jego obowiązków  i warunków szkodliwych.

Nagle stałem się młodszym technikiem, a do zakresu zadań dopisano mi „ręczne dźwiganie ciężarów w pracy stałej do 30 kg oraz dorywczo 50 kg”. Jestem stolarzem, a nie tragarzem

—relacjonował mężczyzna. Poza tym jego kierownik z kancelarii prezydenta uciekł się do uniku, która pozwalał zwolnić mężczyznę z pracy. Pan Piotr przeszedł operację kręgosłupa i nie wolno mu dźwigać tak dużych ciężarów. Lekarz medycyny pracy zabronił mu dźwigać więcej niż 10 kg.

Pan Piotr znów zwrócił się z pozwem przeciwko pracodawcy do sądu pracy.

Wszystko przypomina dobrze znaną z minionej epoki zasadę:

Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie.

ann/gazetapraca.pl

Nie masz uprawnien do przeglądania i dodawania komentarzy