Klimaty w stylu Tuska

Wtorek, 2 lipca 2013 (02:03)

zdjeciePremier Donald Tusk „zapomniał”, że to jego rząd podpisał się pod ostateczną wersją pakietu klimatycznego. Wersją niekorzystną dla Polski.

12 grudnia 2012 r. to był wielki dzień dla premiera Donalda Tuska. „Sukces polskiego rządu w Brukseli” – zatytułowała komunikat kancelaria premiera, stwierdzając, że „Sukcesem zakończył się dwudniowy szczyt Rady Europejskiej w Brukseli. Postulaty polskiego rządu w sprawie ostatecznego kształtu pakietu energetyczno-klimatycznego zostały spełnione”.

– Wynegocjowane przez rząd warunki są wielką, mierzoną w dziesiątkach miliardów złotych szansą na modernizację naszej energetyki, tak aby w roku 2020 Polska miała tak nowoczesną energetykę, że będziemy w stanie sprostać tym najtrudniejszym wyzwaniom pakietu klimatyczno-energetycznego – mówił premier Donald Tusk, który właśnie podczas unijnego szczytu zgodził się na pakiet energetyczno-klimatyczny zobowiązujący nasz kraj m.in. do redukcji emisji dwutlenku węgla.

W latach 2013-2020 Polska, w ramach wynegocjowanego pakietu, miała zyskać ok. 60 mld zł m.in. na modernizację energetyki, od 2013 r. – prawo nawet do 70 proc. bezpłatnych uprawnień do emisji CO2. Nie każdy byłby w stanie tak wielki sukces dla Polski osiągnąć.

Ale mamy przecież Donalda Tuska, charyzmatycznego przywódcę, z którego zdaniem liczą się i przywódcy „starej” Unii, i ci, co do Wspólnoty dołączyli później. Premier podkreślił, że zawarte w Brukseli porozumienie nie byłoby możliwe, gdyby nie „osobiste zaangażowanie” prezydenta Sarkozy’ego, o czym informowała kancelaria premiera.

– Jego postawa, gotowość do zrozumienia, na czym polega problem państw innych niż Francja czy kraje skandynawskie, okazała się kluczem do sukcesu – mówił Tusk.

Podkreślał także znaczenie koalicji państw, które tak jak Polska zgłaszały sprzeciw wobec rozwiązań zawartych w propozycji pakietu, w wypracowaniu ostatecznego kształtu pakietu.

– Sojusz umożliwił nam skuteczne negocjowanie poszanowania zasady solidarności europejskiej. (…) Bardzo wielu obserwatorów wątpiło, że ta solidarność państw słabszych wytrzyma próbę czasu. Ona wytrzymała próbę czasu – mówił premier.

Winni Kaczyńscy…

Z bujania w obłokach rządowej propagandy zejdźmy jednak na ziemię. Mijały miesiące, nawet lata, a „sukces polskiego rządu w Brukseli” jakby zaczął blednąć. Opozycja systematycznie kwestionowała przyjęte przez Tuska postanowienia pakietu klimatycznego, przygotowywała projekty uchwał nawołujących rząd do renegocjacji pakietu czy wnioski o przeprowadzenie w tej sprawie referendum – odrzucane w Sejmie przez stronników rządu Donalda Tuska.

A powyższy „sukces rządu w Brukseli” był już przedstawiany jako „gigantyczna akcja dyplomatyczna niwelująca fatalne dla Polski skutki umowy, jaką zawarł prezydent Lech Kaczyński w porozumieniu z premierem Jarosławem Kaczyńskim”, aby pakiet klimatyczny miał dla Polski „jak najłagodniejszy wymiar”.

Od czasu do czasu podczas sejmowych debat zaczęły pojawiać się ze strony premiera Tuska – do którego już chyba dotarło, że nie da się dłużej ukrywać, iż za podpisany przez niego pakiet klimatyczny polski przemysł zapłaci wysoką cenę – oskarżenia, iż to wszystko wina poprzedników.

Nie inaczej było w ostatnich dniach, gdy tracący panowanie nad sobą premier – którego w sobotę mogliśmy w telewizyjnych odbiornikach oglądać, jak podczas konwencji Platformy Obywatelskiej czerwony ze złości coś wykrzykuje i wymachuje rękoma, jakby komuś wygrażał – odpowiadał później prezesowi PiS na żądania odrzucenia pakietu klimatycznego w stylu: „To nie ja, to PiS i Kaczyński”, manipulując przy tym cytatem wypowiedzi prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który miał ten pakiet akceptować w 2007 roku.

W konkluzjach ze szczytu Rady Europejskiej z marca 2007 r., z okresu kiedy przywódcy państw Unii wyrażali kierunkową zgodę dla idei ograniczenia emisji zanieczyszczeń, zapisano jasno: „Rada Europejska potwierdza, że zobowiązania obniżenia bezwzględnych wartości emisji są podstawą światowego rynku uprawnień do emisji dwutlenku węgla.

Kraje rozwinięte powinny nadal przodować w tym względzie, zobowiązując się do wspólnego zmniejszenia swych emisji gazów cieplarnianych do 2020 roku o ok. 30 proc. w stosunku do 1990 roku”. Biorąc pod uwagę, że od wymienionego w konkluzjach roku bazowego Polska zredukowała emisję CO2 o blisko 32 proc., ryzyko, jakie niosła ze sobą akceptacja pakietu klimatycznego dla naszej gospodarki, było w pewnej mierze ograniczone.

Premier Donald Tusk chyba jednak „zapomniał”, że to jego rząd podpisał się pod ostateczną wersją pakietu klimatycznego, w którym zmieniono reguły gry w stosunku do tych wstępnie projektowanych. Rząd Tuska zaakceptował, aby rokiem bazowym, od którego mielibyśmy liczyć redukcję emisji, był rok 2005 – czym faktycznie zniwelował cały sukces Polski w emisji gazów cieplarnianych. Zdaje się, że przewodniczący Piotr Duda nie za wiele – jeśli w ogóle – pomylił się w swojej sobotniej ocenie premiera.

Artur Kowalski

Nie masz uprawnien do przeglądania i dodawania komentarzy