Mowa o tradycyjnej rodzinie ścigana jest w Kanadzie przez policję.

Cytowanie badań, obnażających prawdę o „homorodzinach” grozi społeczną śmiercią

Ta historia mrozi krew żyłach. Orwellowska myślozbrodnia stała się faktem. Andrew Ciastek za sprzeniewierzenie się politycznej poprawności został poddany ewaporacji. Z dnia na dzień usunięto go z pracy, a jego nazwisko wymazano z rejestru internetowego firmy. Dlaczego?

Tradycyjna rodzina jest najlepsza dla przyszłości dzieci

- to tytuł krótkiej notki informacyjnej, która rozpętała wściekłą burzę w Kanadzie. Homoterroryści, wypatrujący wszelkich oznak mowy nienawiści w przestrzeni publicznej, zostali nim porażeni jak prądem. Jak widać prawda, dla tych, którzy do niej nie nawykli, może być porażająca. O tym, do czego skłonni są homoseksualni aktywiści, przekonał się boleśnie Andrzej Ciastek, Polak żyjący w Kanadzie od ponad 20 lat.

Pan Andrzej był agentem nieruchomości w jednej z największych międzynarodowych agencji RE/MAX. Działał sprawnie, zdobywał klientów, a jednym z marketingowych sposobów na ich pozyskanie był wydawany przez niego newsletter. Każdy numer z ofertami nieruchomości urozmaicał ciekawostkami z dziedziny psychologii, przytaczał rozmaite analizy i badania socjologiczne, zaczerpnięte z popularnonaukowych pism czy prasy polskiej.

Jako stały czytelnik tygodnika ” Sieci”, znalazł w nim tekst pt. „Błogie szczęście w rodzinach typu gender to mit”, w którym przedstawiam miażdżący raport prof. Marka Regnerusa z uniwersytetu w Teksasie. Naukowiec podsumowuje w nim wyniki żmudnych badań, przeprowadzonych na grupie 3 tys. dorosłych Amerykanów wieku 18 do 39 lat. Raport pt. „Nowe badania struktury rodziny” prezentuje wpływ rodzaju rodziny (homoseksualnej i heteroseksualnej) na wychowanie dzieci, przeanalizowany w kluczu 40 kategorii zachowań emocjonalnych i społecznych. Badania mają charakter naukowy, co zostało dwukrotnie dowiedzione, również przez powołaną na wniosek protestujących środowisk LGBT, specjalną komisję naukowców Uniwersytetu Texas w Austin. Badania prof. Regnerusa uznano za wiarygodne i rzetelne, a zarzuty pod jego adresem określono, jako bezzasadne. Raport opublikowany został w prestiżowym, naukowym piśmie Social Science Research.

CZYTAJ WIĘCEJ: Beztroska euforia tęczowych rodzin widoczna jest tylko w homoseksualnej propagandzie. Rzeczywistość jest przerażająca!

Raport amerykańskiego naukowca odbił się szerokim echem na całym świecie i stał się przyczynkiem do licznych burzliwych dyskusji. Zawiera wiele cennych i szczegółowych wskaźników istotnych dla funkcjonowania człowieka w społeczeństwie. Naukowiec brał pod uwagę m.in. zdolność do tworzenia stałych związków, gotowość na podejmowanie wyzwań, umiejętność adaptacji i wchodzenia w role zawodowe. Trudno się więc dziwić, że Andrzej Ciastek postanowił odznaczyć te badania w swojej psychologicznej rubryce. Ograniczył się jednak tylko do jednego aspektu badania, zamieszczając takie oto zdanie:

Wśród wychowanków par homoseksualnych jest ponad trzy razy więcej bezrobotnych niż wśród osób wychowanych w pełnych rodzinach.

Tyle wystarczyło, by rozpętało się piekło. Najpierw odezwał się jeden telefon. Ktoś powiedział, że czuje się dotknięty i z pewnością nie skorzysta z usług homofoba. Potem zadzwonił ktoś drugi. Obie osoby groziły, że powiadomią prasę i pracodawców, nie słuchając tłumaczeń pana Andrzeja. Po tym, co działo się dalej, można wnioskować, że sprawą zajęli się aktywiści.

Skargi powędrowały do wszystkich możliwych instytucji: na policję, do komórki odpowiedzialnej za licencjonowanie agentów nieruchomości, do firmy RE/MAX do Komisji Obrony Praw Człowieka. Uruchomili też media.

Kilkakrotnie dzwoniła do mnie redaktor z dużej gazety „The Toronto Star”, dzwonił do mnie reporter z lokalnej gazety „Mississauga News”, ukazującej się w nakładzie ok. 200 tys. egzemplarzy. Wiadomość na mój temat ukazała się też w Global News, podobno była numerem jeden, choć dziennikarz ze mną nawet nie rozmawiał. Kontaktował się ze mną też serwis yahoo.ca. Wysłałem dziennikarzowi portalu trzy moje wcześniejsze ulotki, żeby uzasadnić zaistnienie tego rodzaju treści w biuletynie. Zawsze na jednej stronie jest ciekawostka psychologiczna

- mówi nam Andrzej Ciastek.

Nie pomogły tłumaczenia, że nie miał zamiaru nikogo urazić, że przedstawił jedynie interesujący i ważny fakt naukowy. W mediach pojawiła się wzmianka o tym, że Andrew Ciastek przeprasza tych, którzy poczuli się dotknięci. To jednak nie wystarczyło. Pan Andrzej został wezwany na policję, gdzie został pouczony przez funkcjonariuszy z wywiadu tropiących nietolerancję i propagujących różnorodność o politycznej poprawności. Policjanci, co których pracy zastrzeżeń pan Andrzej nie ma, zachowali się wprawdzie profesjonalnie, pouczyli obywatela o posłuszeństwie wobec „wolności” słowa i przyznali, że choć jego czyn nie jest jeszcze „mową nienawiści”, to powoli się do niej zbliża.

Mimo przeprosin, złożenia publicznej deklaracji o braku intencji skrzywdzenia kogokolwiek, agencja RE/MAX z dnia na dzień wyrzuciła pana Andrzeja z pracy i odcięła się od jego działalności. Usunęła go też ze swojej strony internetowej. Przedstawicielka agencji, Christine Martysiewicz oświadczyła, że w RE/MAX nie ma miejsca na żadne zachowania dyskryminacyjne.

Gdzie była dyskryminacja?

Przykład Kanady pokazuje jasno, że kneblowanie prawdy w imię walki z dyskryminacją dawno pozbawione zostało nawet pozorów obiektywizmu. Bezwzględność działań podejmowana pod sztandarem pseudowolności i wszechrówności podporządkowuje normalność wypaczeniom. Bezdyskusyjnie i przemocowo.

Warto tu przypomnieć jak silną presję środowiska mniejszościowe wywołały na decyzje edukacyjne. Kuratorium z Toronto wprowadziło do szkół obowiązkowy program zwalczania homofobii i obowiązkowe lekcje relatywizmu. Nie pomogły protesty rodziców. Na tych, którzy przestali posyłać dzieci na lekcje nałożono surowe kary grzywny, a niektórzy trafili z tego powodu do aresztu. Rodzice nie zdołali wywalczyć swoich praw nawet przed sądem. Sędziowie uznali, że dziecko nie może zostać zwolnione z zajęć, na których przedstawiana jest wiedza nt. głównych religii, buddyzmu oraz ateizmu, a homoseksualny styl życia prezentuje się jako całkowicie uprawniony model życia rodzinnego.

To jednak dopiero początek historii. Okazało się bowiem, że prawo rozciąga się tak daleko, że nie nawet szansy na ucieczkę do prywatnych szkół. W lutym sąd apelacyjny prowincji Québec podtrzymał decyzję urzędników zakazującą nauki religii w oparciu o nauczanie Kościoła katolickiego w prywatnym męskim liceum katolickim w Montrealu. Zamiast autonomicznego nauczania religii zaproponowano prowadzonej przez jezuitów szkole „neutralne” i „sekularne” kursy nt. etyki i religii promowane przez lokalny rząd.

Jak nazwać kraj, w którym za powołanie się na badania naukowe można stać się ofiarą medialnej nagonki? Jak określić „intelektualistów”, dla których ważniejsze od prawdy jest ślepe posłuszeństwo wydumanej przez mniejszość politycznej poprawności? Jak nazwać przestrzeń, w której upadek moralny staje się normą prawną? Tak wygląda Ziemia Obiecana, do której fajnopolskie środowiska dążą ze wszystkich sił. Tylko czekać, kiedy walka z „mową nienawiści” zacznie być ścigana przez funkcjonariuszy tropiących myślozbrodnie.

Jednego możemy być pewni. Tygodnik ” Sieci” nie będzie bał się prawdy. Zawsze będziemy pisać o tym, o czym inni zmuszeni są milczeć.

Nie masz uprawnien do przeglądania i dodawania komentarzy