Po wyroku uniewinniającym Sawicką można powiedzieć:

 „Proszę Państwa, 26 kwietnia 2013 roku skończyła się w Polsce sprawiedliwość”

Wyrok uniewinniający Beatę Sawicką jest oczywistym nadużyciem i drastycznym rozejściem się litery prawa i poczucia sprawiedliwości. W tym sensie jest skandalem. Ale z punktu widzenia długofalowych interesów społeczeństwa jest to wyrok ze wszech miar pożądany i korzystny. I nie ma w tym żadnej sprzeczności. Sygnał jest łopatologicznie wyraźny i łatwo dostrzegalny dla każdego. I o to chodzi. Wyrok jest bowiem kwintesencją tego, co złego wiemy o III RP, ale co wielokrotnie było relatywizowane i usprawiedliwiane. Teraz mamy zaś koronny dowód na to, że III RP nie jest państwem prawa, nie zamierza nim być i obecnie rządzący oraz ich akolici nie mają z tym najmniejszych kłopotów, żadnych wyrzutów, zero poczucia winy. Ten wyrok to coś takiego jak złapanie przestępcy na gorącym uczynku.

Wcześniejsze skandaliczne wyroki w sprawie Grudnia ’70 (uniewinnienie Stanisława Kociołka) czy mafii pruszkowskiej (uniewinnienie m.in. Słowika i Bola) dotyczyły albo odległej przeszłości, albo początków III RP, więc mimo jawnej kpiny z poczucia sprawiedliwości mogły nie zostać zaliczone na konto obecnej władzy, choć powinny. W wypadku procesu apelacyjnego Sawickiej nie ma złudzeń, pretekstów, pokrętnych tłumaczeń. Mało tego, przez obecną władzę, jej lewicowych pomocników oraz medialnych utrwalaczy ten wyrok jest traktowany jako absolutny triumf sprawiedliwości, zwycięstwo państwa prawa. Nic bardziej dosadnie niż ten wyrok nie pokazuje istoty systemu sprawiedliwości w III RP Platformy i Donalda Tuska.

Mieliśmy już zamiecione pod dywan afery hazardową, stoczniową, Amber Gold i OLT Express ( z synem premiera Tuska w tle) oraz powiązaną z nimi sprawę sędziego Milewskiego, ale one dotyczyły ważnych polityków PO, więc ich obrona, a zatem obrona wizerunku całej partii były jakoś zrozumiałe, choć absolutnie niedopuszczalne, nie do zaakceptowania i nie do wytłumaczenia w państwie prawa. W wypadku sprawy Beaty Sawickiej chodziło o mało znaczącą byłą posłankę, która gdyby nawet trafiła do więzienia, nie spowodowałoby to wielkiego wizerunkowego uszczerbku dla PO. Jeśli więc została ona uniewinniona, to znaczy, że system stworzony przez Platformę chroni już każdego jej człowieka i w każdych warunkach.

Uniewinnienie Sawickiej jest wyraźnym dowodem i sygnałem tego, że ludzie popełniający przestępstwa, skorumpowani, „umoczeni” i zdemoralizowani, a należący do partii rządzącej lub do układów stworzonych wokół tej partii mają szczelny parasol ochronny. A to oznacza funkcjonowanie państwowego systemu bezpieczeństwa dla ludzi, których to państwo powinno bezwzględnie ścigać, a po udowodnieniu winy karać. W wypadku Beaty Sawickiej mieliśmy ewidentnie udowodnioną winę, przyłapanie na gorącym uczynku i uwolnienie od kary. A stwierdzenie sędziego Rysińskiego, że Beata Sawicka ponosi moralną odpowiedzialność jest jawną i okrutną kpiną z tych wszystkich, którzy prawa nie łamią, bo stawia ją na równi z nimi. Czyni tak, mimo że cała Polska widziała jak Sawicka, wtedy posłanka, czyli funkcjonariusz publiczny, bierze ratę łapówki, czeka na następne transze i zapowiada „kręcenie lodów” w służbie zdrowia, czyli oszukiwanie tych, którzy płacą składki zdrowotne.

Wyrok w sprawie Beaty Sawickiej jest otwartym, bezczelnym i absolutnie cynicznym komunikatem obecnej władzy, że przestępcą nie jest ten, kogo ona za takiego nie uzna, niezależnie od dowodów winy. Czyli system sprawiedliwości obecnego etapu rozwojowego III RP staje się narzędziem dla ochrony swoich i gnębienia każdego, kto swoim nie jest, niezależnie od tego, czy zrobił cokolwiek niezgodnego z prawem (zupełnie jak w filmie „Układ zamknięty”). Można więc powiedzieć, parafrazując słowa Joanny Szczepkowskiej z października 1989 r.: „Proszę Państwa, 26 kwietnia 2013 roku skończyła się w Polsce sprawiedliwość”.

Nie masz uprawnien do przeglądania i dodawania komentarzy